They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Spojrzała na swój strój i wykrzyknęła piskliwie. Wyglądała właśnie tak, jak ją opisał. Na
odgłos młotka wyskoczyła z łó\ka w samej koszuli i nie pamiętała o narzuceniu na siebie
szlafroka.
Uciekała tak szybko, \e prawie nie dotykała bosymi stopami kamiennych płyt tarasu. Niski
rubaszny śmiech Jamesa ścigał ją przez pokoje.
31
Rozdział czwarty
 Je\eli zamierzał paradować jak paw po jej domu- poprawka: po swoim domu, to mógł
przynajmniej wło\yć koszulę"- pomyślała kwaśno Laura, szykując sobie śniadanie w kuchni i
zerkając co jakiś czas przez okno.
To ju\ drugi raz po obudzeniu się zastała Jamesa Padena, znanego kobieciarza i hulakę jakich
mało, zajętego cię\ką pracą w swojej nowej posiadłości przy Indigo Place 22. Dziś rano
zabrał się do naprawiania drewnianego molo, które wąskim, długim pasem wcinało się daleko
w czyste, niebiesko-zielone wody zatoki.
Zgoda, reperował rzeczy, których nie naprawiła, ale nie w wyniku niedopatrzenia czy
niedbalstwa, tylko wyłącznie na skutek kłopotów finansowych. Jego nieograniczony fundusz
na remont domu i otoczenia godził jednak w honor Laury, podobnie zresztą jak zawładnięcie
jej rodzinną siedzibą, co dawało mu prawo do wałęsania się po niej w niedbałym stroju.
W tej chwili, choć zgrzany i spocony, prezentował się nadzwyczaj atrakcyjnie. Przyglądała
mu się ukradkiem przez okno, gdy pewnym krokiem szedł przez taras. Laura przezornie się
cofnęła, by jej nie dostrzegł, i policzyła do dziesięciu, nim poszła mu otworzyć.
- Cześć!
- Cześć! - Celowo przybrała obojętny ton. Tym razem się ubrała, nie chcąc, by ją znowu
zastał w nocnej bieliznie. Wło\yła znoszone d\insy, rozciągniętą bluzkę, a włosy schowała
pod chustką.
- Dobrze spałaś? - zapytał uprzejmie, uśmiechając się sympatycznie. Jedynie oczy go
zdradzały; ruchliwe i badawcze, bez \enady taksowały jej postać od stóp a\ po czubek głowy.
- Dziękuję, niezle. Czego potrzebujesz?
- Poproszę o szklankę wody z lodem. Miałem wziąć ze sobą termos, ale zapomniałem.
Podała mu napój szorstkim gestem.
- Dziękuję. Coś tu bardzo przyjemnie pachnie - zauwa\ył, biorąc od niej szklankę i z lubością
wciągając zapach w nozdrza. Aapczywie wypił zimną wodę.
- To bekon. Oj, chyba się przypala! - Podbiegła do piecyka, wyłączyła palnik i szczypcami
zdjęła z patelni kruche przyrumienione plastry.
- Nie miałem czasu zjeść śniadania - wyznał James. Laura zgrzytnęła zębami; wiedziała, \e
się o nie przymawia. - Chyba będę musiał pojechać do miasta i kupić jakąś dro\d\ówkę.
Oczywiście o tej porze będzie ju\ nieświe\a. Zaczynają je wyrabiać o czwartej rano.
- Ale\ proszę! - Jęknęła, odwracając się. - Jakie chcesz jajka?
Uśmiechnął się szeroko i wło\ył koszulę, którą przez cały czas trzymał w ręku.
- Myślałem, \e nie zdobędziesz się na to, by mnie zaprosić. A co do jajek - to jest mi
obojętne, jakie będą; zrób tak, jak uwa\asz.
- W lodówce jest sok pomarańczowy. Nalej sobie. - Ręce jej dr\ały, gdy wbijała dodatkowe
jajka do miseczki. Wpadł do niej kawałek skorupki i musiała koniuszkiem palca wyjąć
łupinkę ze śliskiej zawartości. Zajadle ubijała jajka trzepaczką, wyładowując na nich swoją
irytację.
Przynajmniej wło\ył na siebie koszulę. Wcześniej zza zasłonki w kuchennym oknie
obserwowała ukradkiem, jak słońce obejmowało jego opalone ciało, gdy schylał się,
wymieniając przegniłe deski na molo. Plecy Jamesa były gładką płaszczyzną prę\nych mięśni
i brązowej skóry.
Zerkając na niego z ukosa, zauwa\yła, \e nie zapiął koszuli na wszystkie guziki. Jego pierś
była bardziej zachęcająca ni\ dra\niące podniebienie zapachy śniadania; atletyczny tors i
twarde muskuły mogły pobudzić wyobraznię, a gęstwina miękkich, kręconych brązowych
włosów kusiła, by zagłębić w nią palce.
 Te stare wytarte d\insy wło\ył chyba po to, aby mnie dra\nić" - pomyślała Laura. Były
zabrudzone, wytłuszczone i poplamione farbą, a miejscami przetarte i nieprzyzwoicie obcisłe.
32
Nad paskiem zapiętym nisko na biodrach widać było nagi pępek. Nawet nie odwa\yła się
myśleć o tym, co znajdowało się poni\ej.
- Czy lubisz ścięte? Laura opuściła łopatkę.
- Co?
- Jajka. Nie lubię rzadkiej jajecznicy.
- O tak, ścięte. Zcięte są lepsze.
Nie czekając, a\ go poprosi, sam podał jej dwa talerze. Nało\yła na nie po sto\ku gorącej
puszystej masy.
Kiedy ju\ nakryła stół i nalała kawę, usiedli i zaczęli jeść.
- Dobre - pochwalił James z pełnymi ustami.
- Dziękuję. Zawsze sama przygotowywałam ojcu śniadanie. Gladys przychodziła do pracy
pózniej.
- I komuś jeszcze? - spytał. Uniosła brwi. - Czy szykowałaś śniadanie jakiemuś innemu
mę\czyznie? - wyjaśnił, pociągając łyk kawy z kubka.
- Moje prywatne \ycie to nie twój interes, panie Paden. Ju\ ci niejednokrotnie o tym
mówiłam.
- Gotujesz świetnie. Jesteś ładna. - Zuchwałe zielone oczy spoglądały na nią z uznaniem. -
Byłaby z ciebie dobra \ona.
- Dziękuję!
- Dlaczego nie wyszłaś za mą\?
- A ty dlaczego się nie o\eniłeś?
- Skąd wiesz, \e się nie o\eniłem? Obrzuciła go szybkim spojrzeniem.
- Masz \onę?
- Nie.
Laura starała się nie okazywać po sobie uczucia ulgi. Nie mogła zrozumieć, dlaczego ją
obchodził jego cywilny stan. Tłumaczyła to sobie tym, \e całowanie się z \onatym mę\czyzną
budziłoby w niej niesmak. Oczywiście, to on ją pocałował, a nie ona jego. Jednak\e - choć z
trudem przyznawała się nawet sama przed sobą - była zadowolona, \e nie jest \onaty.
- Ale nie mówmy o mnie. Mówmy o tobie- ponowił temat. - Wytłumacz mi, dlaczego taka
ładna dziewczyna jak ty nie wyszła za mą\.
- Chcę być wolną kobietą - odparła sztywno.
- Hm... Wolisz nieformalne związki?
- Coś w tym rodzaju - odparła wymijająco. - Chcesz jeszcze jednego tosta?
- Wybacz, ale nie sprawiasz wra\enia dziewczyny zabawowej.
- Kobiety - poprawiła z naciskiem. - Ale czy nie moglibyśmy mówić o czymś innym, nie
tylko o moim \yciu osobistym?
- Naturalnie - odparł, uśmiechając się figlarnie. - Mam ci opowiedzieć o sobie?
- Nie.
Roześmiał się. Rozbawiło go to stanowcze  nie". Aby ukryć irytację, zebrała ze stołu brudne
talerze i zaniosła do zlewu.
- Wybacz mi, proszę, ale mam sporo roboty.
- Dlaczego nie zrobisz sobie wolnego dnia?
- Wolny dzień?- Podszedł i stanął obok niej przy zlewie. Laura spojrzała na niego z
niedowierzaniem. - Nie mogę. Mam mnóstwo roboty. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl