They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Jestem przy tobie, Wasza Wysokość i bardzo cieszę się
twym szczęściem.
Odetchnąwszy głęboko dodała:
- Teraz poślubisz prawowitego króla, szlachetnego i
prawego, którego wszyscy kochają i podziwiają.
- Powiedziano ci, że mam wyjść za mąż dziś wieczorem?
- Z wielką radością o tym usłyszałam, pani. Giona usiadła
na miękkim łóżku.
- Co się działo po mojej ucieczce?
- Najpierw co chwila lokaje przychodzili z wieścią, że sir
Edward czeka na ciebie i że trzeba się spieszyć. Potem
spakowałam rzeczy, których, według mnie, mogłabyś
potrzebować. Wtedy zjawił się sir Edward osobiście. Najpierw
zapukał, a gdy otwarłam drzwi, zapytał:
- Co się dzieje? Jej Wysokość spóznia się już dziesięć
minut. Król będzie bardzo niezadowolony!
Zrobiłam zaskoczoną minę i odpowiedziałam:
- Ależ Najjaśniejsza Pani już dawno wyszła, panie.
Czyżby nie było jej z tobą?
Sir Edward rozejrzał się po sypialni, jakby nie mógł
uwierzyć moim słowom. Potem zwołał lokajów i koniuszych,
aby cię szukali.
- Widziałam, jak biegali po pałacu zaglądając do
wszystkich pokoi. Sama zbiegłam po schodach, jak kazał
kapitan. Tam czekał na mnie powóz.
- Bardzo się cieszę, że książę zdołał cię wywiezć -
powiedziała Giona. - Obawiałam się, że mogłaby spotkać cię
kara za moje zniknięcie.
- Z pewnością tak by się stało - przytaknęła Mithra
ponuro. - %7łal mi tych, którzy pozostali w pałacu. Co się z nimi
stanie, gdy król dowie się o wszystkim?
- Najpierw będzie musiał wyjaśnić moją nieobecność
zebranym w katedrze gościom - zauważyła Giona.
- Mithra nie miała nic więcej do opowiedzenia, więc
Giona wstała, umyła się i z pomocą służącej ubrała w suknię
ślubną. Po raz pierwszy doceniła jej wytworność i była
wdzięczna królowej Wiktorii za tak elegancki prezent.
Znów Mithra ułożyła jej włosy, upięła welon i tiarę, którą,
jak powiedziano Gionie, nosiła do ślubu matka księcia
Miklosa, a także jego babka.
Potem, gdy słońce schyliło się ku zachodowi, oblewając
góry promienną purpurą, książę Miklos stanął u wejścia do
jaskini.
Ubrany był zupełnie inaczej niż przy poprzedniej
rozmowie. Miał na sobie strój głównodowodzącego. Na jego
piersi połyskiwało nie mniej orderów niż u króla Ferdynanda,
lecz nie nosił kapelusza, a gdy stał tyłem do słońca, Gionie
wydawało się, że bije od niego nieziemskie światło.
Musiał posiadać jakąś nadludzką moc, niespożytą
witalność, siłę i szlachetność.
Wszedł do jaskini i zapytał łagodnym głosem:
- Czy wypoczęłaś już?
- Wyspałam się - odparła Giona.
- Cieszę się. Czy jeszcze się boisz? Pokręciła głową.
- Nie, czuję się tylko trochę onieśmielona.
- To mi się bardzo podoba.
Spojrzała na niego ze zdumieniem, potem zdała sobie
sprawę, że cały czas słyszy ich Mithra.
Książę wyciągnął rękę.
- Chodz - powiedział z uśmiechem. - Czekają już na nas.
Wsparta na jego ramieniu wyszła z jaskini. U ich stóp
otwierała się spowita blaskiem dolina, którą widziała po
przybyciu. Jak po chwili zauważyła, światło owo pochodziło z
niezliczonych pochodni.
Ku swemu zdumieniu ujrzała tam pełno ludzi.
Gdy schodzili powoli górską ścieżką, ich oczom ukazało
się podium, a na jego środku - ołtarz z krzyżem i mnóstwem
zapalonych świec.
Przed nim stał duchowny z długą, siwą brodą, w mitrze i
zdobnej szacie, co wskazywało na obrządek wschodni.
Jakby odgadując jej myśli, książę Miklos wyjaśnił:
- Wiedziałem, że jako nieodrodna córka swego ojca nie
będziesz miała nic przeciwko temu, aby wziąć ślub
prawosławny. Niemal wszyscy Slawończycy w tej części
kraju, podobnie jak ja, są obrządku greckiego.
Giona rzuciła spojrzenie, po czym powiedziała po prostu:
- Wiem, że mój ojciec bardzo by się ucieszył. Zeszli już
na dno doliny, gdzie łatwiej było chodzić po miękkiej trawie.
Gdy przechodzili przed tłumem ku ołtarzowi, Giona
zauważyła liczną grupę mężczyzn odzianych w mundury armii
slawońskiej. To na pewno ci, którzy, jak przewidział książę,
już zdezerterowali z armii austriackiej.
Reszta zebranych miała na sobie stroje ludowe. Kobiety
nosiły kwiaty we włosach, a mężczyzni - w butonierkach.
Dzieci sypały płatki przed młodą parą.
Pop prowadził ceremonię ślubu i mszę z takim przejęciem,
że każde jego słowo było piękne, jakby pochodziło od samego
Boga.
Potem cała dolina śpiewała jednym głosem, który wznosił
się ku niebu, usianemu już gwiazdami. Gionie łzy same
napłynęły do oczu ze szczęścia. Książę chyba odgadł jej
uczucia, bo uścisnął jej dłoń. Wiedziała, że był wzruszony nie
mniej niż ona.
Gdy msza dobiegła końca, wszyscy zaczęli wiwatować, a
coraz to nowe okrzyki odbijały się raz po raz echem od gór,
zalewając dolinę ogłuszającą wrzawą.
- A teraz - książę miał już widocznie dość powagi - [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl