They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Jeszcze, jeszcze... Nie znała zachłanności. Dorastała w świecie, gdzie wszystkiego
było pod dostatkiem. Teraz, po raz pierwszy w \yciu, Summer czuła niedosyt, prawdziwy
wilczy głód. Przepastna studnia musiała zostać napełniona.
Jeszcze. Zdała sobie sprawę, \e im więcej wezmie, tym dotkliwsza będzie tęsknota za
spełnieniem.
Blake poczuł, jak ciało Summer sztywnieje. Instynktownie objął ją mocniej. Chciał ją
mieć, teraz, zaraz, w jednej chwili. Pragnął tej kobiety bardziej ni\ jakiejkolwiek innej.
Poruszyła się niespokojnie w jego ramionach i poczuł, \e mu się opiera. Gwałtownym ruchem
odgarnęła z twarzy włosy i wyprostowała się.
- Wystarczy.
- Nie. - Jego ręka wcią\ tkwiła zanurzona w gęstych, ciemnych włosach. - Jeszcze nie
teraz.
- Nie, dość - ucięła. Oddech miała szybki, urywany. - Właśnie dlatego pozwolisz mi
odejść.
Blake zwolnił uścisk.
- Będziesz musiała mi to wyjaśnić.
Summer z najwy\szym trudem odzyskała kontrolę nad sobą. Pora ustalić zasady - jej
zasady. Zrobiła to szybko i precyzyjnie.
- Blake, jesteś biznesmenem, a ja artystką - zaczęła. - Ka\de z nas ma swoje
priorytety. To, co teraz robimy - cofnęła się o krok - nie mo\e być jednym z nich.
- Mo\e, a nawet musi - odparł zdecydowanie. - Zało\ymy się?
Jej zrenice zwęziły się, zdradzając raczej zaskoczenie ni\ irytację. Dziwne, \e
wcześniej nie dostrzegła w nim tej bezwzględności. Zdecydowała przemyśleć to pózniej,
kiedy między nimi zwiększy się dystans.
- Mamy pracować razem dla osiągnięcia jednego, konkretnego celu - mówiła z
rosnącym o\ywieniem - ale skrajnie ró\nimy się od siebie w poglądach i mamy inny sposób
myślenia. Ciebie interesuje zysk oraz renoma firmy. Ja koncentruję się na stworzeniu
atmosfery dla mojej sztuki i swojej reputacji. Oboje chcemy osiągnąć sukces. Nie
komplikujmy więc sprawy.
- Sprawa jest zupełnie jasna - oświadczył Blake. - Chcę ciebie.
- O... - bardzo powoli sięgnęła po torebkę. - Wyra\asz się, jak to mówią, krótko i
węzłowato.
- Fakt, prościej się nie da. - Zadziwienie własnymi słowami i czynami pozwoliło mu
odzyskać poczucie rzeczywistości, które stracił, gdy dotknął Summer. - Nie wierzę zresztą,
\ebyś to zauwa\yła.
- Zauwa\yłam. - Była zdecydowana wycofać się, nim straci nikłą przewagę. - Moją
jedyną troską teraz jest twoja kuchnia. Przygotowałam długą listę nowego sprzętu, który chcę
mieć w poniedziałek, a tak\e zmian, jakie zamierzam wprowadzić.
- Zwietnie. Zatem w sobotę pójdziemy na obiad. Summer odwróciła się w drzwiach i
pokręciła głową.
- Nic - rzuciła krótko.
- - Przyjadę o ósmej - nastawał.
Rzadko kiedy ktoś puszczał mimo uszu jej słowa. Zdecydowała się odpowiedzieć
spokojnym i cierpliwym tonem, którego nauczyła się od własnej guwernantki. Był w stanie
wyprowadzić z równowagi ka\dego.
- Powiedziałam nie, Blake.
Jeśli się wściekł, musiał to dobrze maskować. Uśmiechnął się do niej tak, jak dorosły
uśmiecha się do kapryśnego brzdąca.. Oboje znali tę grę i byli w niej dobrzy.
- O ósmej - powtórzył, opierając się o blat biurka. - Mo\emy pójść na tacos, jeśli
zechcesz.
- Uparty jesteś.
- Owszem.
- Ja te\.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Do zobaczenia w sobotę. Miała ochotę wybuchnąć
śmiechem, ale ograniczyła się do zdawkowego po\egnania. Nie postawiła na swoim, lecz
wychodząc, zrobiła sobie przyjemność i z całej siły trzasnęła drzwiami.
ROZDZIAA 4
Co za tupet! - Summer ze wzburzeniem odgryzła kawał hot doga. - Ten facet jest po
prostu bezczelny.
- Nie pozwól, aby zepsuł ci apetyt, cara. - Carlo wyrozumiale poklepał ją po ramieniu.
Szli ulicą w kierunku dostojnych, choć trochę ju\ zwietrzałych murów Independence Hall.
Summer energicznie potrząsnęła głową. Ciepłe promienie słońca zatańczyły na
lśniących, ciemnych kosmykach.
- Zamknij się, Carlo. To po prostu arrogant - fuknęła. - Nie zwykłam być posłuszna
czyimś rozkazom. Zwłaszcza jeśli pochodzą od jakiegoś wymuskanego Amerykańca z
dyktatorskimi zapędami i oszałamiającymi błękitnymi oczami.
Carlo obejrzał się z zainteresowaniem za długonogą blondynką w ró\owej mini.
- Oczywiście, mi amore - odrzekł obojętnie, odprowadzając dziewczynę wzrokiem. -
Ta twoja Filadelfia oferuje wiele atrakcji dla turystów, prawda?
- Podejmuję własne decyzje, \yję własnym \yciem - ciągnęła Summer. Gdy
zorientowała się, \e przyjaciel w ogóle jej nie słucha, dała mu szturchańca. - Przyjmuję
prośby, a nie \ądania, rozumiesz? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl