They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nie wytrzymali, zakryli usta dłońmi i pękali ze śmiechu. Matka Mariany rzuciła jej oburzone
spojrzenie. Ale wuj Radu nie przerwał. Jakiś inny mężczyzna sięgnął po skrzypce, a jedna z
kobiet postanowiła śpiewać. Karczmarz chodził między stołami i klaskał. Dzieciaki jednali
nie wykazały większego entuzjazmu, a kiedy pieśń dobiegła końca i rozbrzmiała kolejna,
straciły zainteresowanie i znów zajęły się piciem, rzucaniem monetami i dyskusjami na temat
muzyki alternatywnej i filmów hinduskich.
- Pózniej mi się za to oberwie - pisnęła Mariana.
- Kiedy babcia zobaczyła moje ciuchy, cmoknęła tylko i wyszła - powiedziała jedna z
dziewcząt z końca stołu. Siedzący obok niej chłopak zgasił niedopałek.
- Czasem rodzice patrzą na mnie tak, jakby mnie nie poznawali. Z lekkim
obrzydzeniem, a trochę z przerażeniem. Mariana wcięła się mu w słowo.
- Każde pokolenie boi się następnego. Jego muzyki, ciuchów, aspiracji. Młodości.
Jakby wiedzieli, że my zrobimy to, czego oni już nie mogą.
- Czasem moje ciotki mówią po kreolsku, żebyśmy ich nie rozumieli. Chyba
specjalnie chcą nas wkurzyć - wyznała Isabel. - To doprowadza mnie do szału. Vasul
wybuchnął śmiechem.
- Do szału - przedrzezniał ją, a ona uśmiechnęła się do niego uroczo.
John splótł z nią palce i pocałował ją w rękę, jakby zamierzał podkreślić, że Isabel to
jego własność.
- Przyjechałam do domu ledwie kilka godzin temu, a rodzice od razu swoje: kiedy się
ustatkuję i urodzę im wnuki - poskarżyła się dziewczyna imieniem Dovka. - Skończyłam
dopiero dwadzieścia jeden lat! Jestem didżejką w knajpie w Bukareszcie! - Zwróciła się do
Johna: - Też się denerwujesz, jak tak robią?
- Moi starzy mają to gdzieś, bylebym tylko dostawał dobre stopnie i unikał problemów
z policją. Dają mi kasę, żebym się zmył i nie przeszkadzał im w partyjkach golfa i zajęciach z
pilatesu - odparł John z gorzkim śmiechem.
Zrobiło mi się żal chłopaka. Wyglądało na to, że jego rodzice wynajęli cały sztab
ludzi, żeby się zajęli ich czwórką dzieci.
- A ty, Poe? - zapytała Mariana. Wzruszyłem ramionami.
- Moi są w porządku. Czasem mnie złoszczą, ale mają dobre serce. Nie sądzę, żeby się
mnie bali. Raczej przeraża ich bałagan w moim pokoju - zażartowałem. - Mama pochodzi z
Wisconsin. Zabawnie mówi i uwielbia Green Bay Packersów. Tata jest profesorem,
zdecydowanie za dużo gra w Tetris, kiedy powinien sprawdzać prace, i zbiera stare płyty
Staxa. Babcia ciągle żyje wspomnieniami. Jak byłem mały, opowiadała mi o życiu w obozach
dla internowanych podczas II wojny światowej. A kiedy opowieść za bardzo ją męczyła,
ucinała rozmowę słowami:  Strach prowadzi do głupoty . Uczyła mnie też japońskiej
kaligrafii, gładko prowadząc mój pędzelek po kartce. A pózniej szliśmy do McDonalda.
Uwielbiała frytki. Dovka oparła głowę na dłoni. Wzrok jej się zaszklił.
- Mimo wszystko tradycje są fajne. Dają poczucie przynależności, przypominają, skąd
jesteśmy.
- Albo hamują rozwój. - Nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Chyba po prostu
chciałem zająć przeciwne stanowisko.
- Właśnie - wymamrotał Baz. Siedział z przymkniętymi oczami. - W zeszłym roku
chodziłem z Chloe. Moich rodziców aż zatkało. Są liberalni, ale mimo to mieli problem, że
Chloe nie jest żydówką. Ojciec zaczął się dopytywać, czy chcę iść w piątek do synagogi. -
Wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Powiedziałem mu, że w piątki przypada inne święto: Doctor
Who. W końcu to nie moja wina, że nie kupili jeszcze nagrywarki. Mariana uniosła kciuk.
- Nagrywarka!
- Nagrywarka - przytaknął Vasul. Wszyscy stuknęli się kieliszkami i zawołali:
 Nagrywarka! , aż starsi zaczęli nas uciszać.
- A jednak - powiedział Vasul, kiedy się uspokoiliśmy. - Czasem sobie myślę, że może
to nie taki zły pomysł, żeby tu wrócić. Cisza. Spokój. %7ładnych chorób wenerycznych,
przetwarzanego jedzenia, zanieczyszczeń. - Zamilkł. - %7ładnych bomb. Mariana położyła mu
rękę na ramieniu.
- przeżył zamach terrorystyczny w Londynie. Na Russel Square. Był świadkiem tego,
co się stało - wyjaśniła.
- Mogłem jechać tym autobusem - wyszeptał Vasul. - Czasem odnoszę wrażenie, że
świat to piekło. %7łe nigdzie już nie jest bezpiecznie. Tylko w Necuratulu. Wznieśliśmy
kieliszki w pełnym szacunku toaście.
- Necuratul. Mariana powiedziała coś do Vasula w ich języku.
- Tak czy inaczej - odezwała się z westchnieniem - wszystko to kwestia dyskusyjna.
Tutejsi ludzie: nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie, starzeją się. Kiedy umrą, miasteczko
przestanie istnieć. Cała nasza kultura pójdzie w zapomnienie. Zwłaszcza jeśli ich przesiedlą i
wybudują tu elektrownię. Widziałam już takie rzeczy. Diaspory.
- To smutne - powiedziała cicho Isabel i wiem, że myślała wtedy o swojej rodzinie
wygnanej z Haiti i przesiedlonej na amerykańskie przedmieścia, gdzie nigdy nie doczekali się
niczego więcej poza grzecznymi uśmiechami swoich białych sąsiadów.
- Cholera - mruknęła Dovka. - Musimy to jakoś przeżyć. Stawiać na nowe. Mariana
przewróciła oczami.
- Masz rację. To się staje nie do zniesienia. Chcę jeszcze wina. - Nalała wszystkim po
kolejce i po raz trzeci wzniosła kieliszek.
- Za przyszłość.
- Za przyszłość - powtórzyliśmy. Byliśmy na najlepszej drodze do całkowitego
nawalenia się. Starsi mieszkańcy przyglądali się nam niespokojnie, jakby się bali, że zaraz
wybuchniemy i pogrzebiemy ich razem ze sobą. Znów zabrali się ostrożnie do śpiewu i gry na [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl