They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zwierzęcy magnetyzm, który tak przyciągał do niego ko-
biety?
Z przyjemnością dowiedział się kiedyś, zresztą zupełnie
przypadkowo, że Merrill Foster zdobył sobie przezwisko,
-znane każdej studentce chemii   Obmacywacz" Foster.
Brade wymówił teraz bezgłośnie:  Obmacywacz" Fo-
ster. Tak, takie przezwisko przedstawia go we właściwym
świetle.
Dlaczego Littieby musiał omawiać tę sprawę właśnie
z Fosterem? Jeśłi już chcą go zwolnić, przynajmniej mo-
gliby zatroszczyć się o jego godność osobistą. Na tyle chy-
ba zasłużył.
Przymknął oczy. Gdyby jednak do tego doszło, gdyby
miał zostać usunięty w taki sposób, gdyby wszyscy' mieli
się z niego naigrawać, znalazłby odpowiedni sposób, żeby
się zemścić. W tej chwili uważał, że najbardziej istotne
jest skończenie pracy Raifa. Potem poszuka sobie innej
posady, opublikuje tę pracę i zrewolucjonizuje naukę, już
w nowej instytucji. Niech gdzie indziej dzielą z nim jego
zwycięstwo... -
Był w tej chwili na pograniczu jawy i snu, a plany
zemsty przybierały różne, najbardziej fantastyczne kształ-
ty. Nagle marzenia jego przeciął rzeczowy głos Doris: 
Myślę, że czas już się ubierać.
Littieby mieszkał na przedmieściu1 w starej dzielnicy,
gdzie domy pozostały w stanie nienaruszonym i czujnie
strzeżono je przed naporem nowoczesnych projektów bu-
dowlanych. W ten sposób utrzymywano społeczny stan-
dard tej dzielnicy i niski podatek od nieruchomości.
Littieby wkupił się w tę społeczność jakieś dziesięć lat
temu i obecnie był właścicielem domu, który zachował
urok staroświeckości, osobliwy, ale nie pozbawiony wy-
gód. Boazerie i cała stolarka, szerokie schody i wysokie
pokoje nasuwały wspomnienia dni, gdy robocizna była
tania, a te dodatkowe elementy dekoracyjne stanowiły
prawdziwą oznakę zamożności.
Tam, gdzie aura dawnych dni mogła wydać się mniej
przyjemna, wzywano na pomoc nowoczesną technikę, tak
że kuchnie i łazienki zostały całkowicie unowocześnione
przez zastosowanie nierdzewnej stali i barwnej glazury,
a w obszernych piwnicach pojawiły się pralki, suszarki
i inne rekwizyty współczesnej czystości.
Pani Littieby przyjęła ich w drzwiach (w dawnych cza-
sach, kiedy jeszcze istniało coś takiego jak służba domo-
wa, bez wątpienia zastępowałby ją w tym starszy lokaj).
Była niską kobietą, nie posiadającą powszechnie uznawa-,
nych cech arystokratycznego pochodzenia. Mysiobure
włosy, jeszcze nie całkiem pokryte siwizną, miała staran-
nie ułożone, choć wcale nie było tego widać. Oczy jej zda-
wały się jak gdyby stworzone do okularów, ale ich nie
nosiła. Miała na sobie jakąś sukienkę tak pozbawioną
smaku, jakby chciała w ten sposób wyróżnić się spośród
swoich gości. .
Była zawsze bardzo miła i troskliwa dla gości. Nigdy
nie zapominała ich nazwisk, tytułów ani ostatnio zdoby-
tych wyróżnień. Nie można jej było nie lubić, chociażby
z tego powodu.
 O, panie doktorze  powiedziała do Brade'a z ciep-
łym uśmiechem.  Jak miło, że pan przyszedł  a do
jego żony:  Co za czarująca suknia! Gdyby państwo ze-
chcieli położyć w tym pokoju płaszcz i kapelusze. 'Panie
doktorze, jakże się zmartwiłam tym nieszczęśliwym wy-
padkiem. Powiedziałam profesorowi (profesor to, oczy-
wiście, jej mąż), że ten młody człowiek, biedaczysko, wy-
rwał się z tego padołu cierpienia. Ale jakie to nieszczęście
dla jego bliskich, a opiekujący się nim profesor jest w
pewnym sensie jak gdyby członkiem rodziny. Zawsze tak
uważałam. Cóż, nawet przez chwilę zastanawiałam się,
czy nie należałoby odłożyć naszego dzisiejszego spotkania,
ale wiem przecież, że wielu naszych gości miało ochotę
dzisiaj przyjść...
Brade wymamrotał coś potwierdzającego, po czym
uśmiechając się i przytakując głową wycofał się z zasięgu
słów pani domu, która zamieniła jeszcze kilka zdań z Do-
ris, a następnie skierowała swoją uwagę na nowych gości.
Ledwie Brade wydostał się z hallu, usłyszał głos Foste-
ra. Mężna go było od razu rozpoznać po sposobie mówie-
nia. Głos jego bowiem górował ponad wszystkimi. Nie
wiadomo, czy barwa tego głosu, czy też wysokość spra-
wiały, że jak gdyby przeszywał człowieka na wskroś.
Foster stał w pobliżu stołu z zakąskami ł w czasie roz-
mowy beztrosko się pożywiał. Coraz to podnosił coś do ust
z ogromną zręcznością i wprawą nie przerywając rozmo-
wy ani na chwilę.
Yardley i Gennaro, dwaj asystenci, stanowili jego bez-
pośrednie audytorium, co bez wątpienia dogadzało Foste-
rowi. Aatwiej okazać swoją wyższość wobec młodych lu-
dzi, łatwiej nadawać ton rozmowie i kierować nią.
Foster mówił:  Jedyny inny przypadek, jaki znam,
dotyczył Wakefielda z Południowej Nebraski. Ożenił się
ze studentką, swoją własną doktorantką. Miał ich pod
opieką pięć czy sześć, ale właśnie wybrał sobie tę jedną.
Całkiem niebrzydka, wprawdzie zbyt mało zaokrąglona
jak na mój gust, ale poza tym niczego sobie. Właśnie mia-
łem tam kurs wakacyjny i stąd znam tę historię,
"  Wakefieid był kawalerem, może miał wtedy ze czter-
146
dzieści lat. Nawet przystojny, ale za to typowy stary ka-
waler, taki, o którym powiedzielibyście, że chyba nigdy
się .nie ożeni. Chodzi mi o to, że wystarczyło na niego
spojrzeć, by wiedzieć, że nigdy w żadnym naukowym cza-
sopiśmie nie wyczytał, po co są dziewczęta i jak się z nimi
obchodzić, i pewno myślał, że dziewczęta to też chłopcy,
tylko tak śmiesznie ubrani.
W tym miejscu zrobił przerwę, jak ktoś doświadczony,
kto wie, kiedy należy oczekiwać śmiechu. I wcale się nie
zawiódł. Zachowując powagę, jednak wyraznie zadowo-
lony z uznania, z jakim spotkała się jego wypowiedz, pod-
niósł do ust szklankę i powoli sączył cocktail.
 Wreszcie jednak  ciągnął dalej  facet ten prze-
czytał widocznie jakieś czasopismo, i to nie chemiczne, w
którym pisano coś o dziewczętach. Albo może jakiś kum-
pel wziął go za stodołę i narysował mu to i owo, bo facet
ni stąd, ni zowąd sprosił do siebie do domu cały wydział
i ogłosił zaręczyny. Była tam też ta jego dziewczyna, cała
w uśmiechach i rumieńcach. A pózniej wzięli ślub. By-
łem na ich weselu.
 Kiedy to było, Merrill?  zapytał Gennaro.
Foster nałożył sobie pasty z krewetek i wydął w za-
myśleniu pełne, mięsiste wargi.  Jakieś dziesięć lat
temu. Słyszałem zresztą ostatnio, że ciągle jeszcze są mał-
żeństwem. Ale...  w tym momencie wciągnął powietrze,
jakby nabierając długiego oddechu  o co mi chodzi. Jest
studentka, którą uważasz za całkiem przyjemną i posta-
nawiasz załatwić sprawę legalnie i ożenić się z nią. W po-
rządku. Ale jak masz do tego doprowadzić? Przecież za-
nim człowiek dojdzie do etapu obrączek, wpierw się za- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl