They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- To nie ma nic do rzeczy.
- Więc o co, do cholery, ci chodzi?
- O to, że podpisałeś dokument uznający nasz związek za małżeństwo formalne.
Odpowiedział jednym niecenzuralnym słowem, które jednoznacznie wyraziło jego
stosunek do tego dokumentu.
- Luke, ja mówię poważnie, nie uwikłam się z tobą ... w taki układ jak kiedyś.
- Dlaczego nie? Przecież chcesz tego.
Ale Hillary pamiętała, jak bolało rozstanie z Lukiem. Nie stać jej było na ryzyko
następnego zawodu. Może gdyby Luke czuł do niej coś więcej niż pociąg fizyczny ...
- Nie chcę o tym więcej rozmawiać - ucięła Hillary.
- Zwietnie - warknął. - Zrób mi tylko grzeczność i przestań zachowywać się tak, jakbyś
wcale nie miała ochoty przestrzegać warunków tej cholernej umowy.
- O czym ty mówisz?
- O tym, jak zmiękłaś w moich ramionach, gdy się ze mną całowałaś, jak mruczałaś, kiedy
cię dotykałem.
- Wcale nie mruczałam! Jesteś kłamcą!
- A ty mnie podpuszczasz!
Ubodły ją te słowa. Częściowo dlatego, że było w nich sporo prawdy. Luke miał
rację. Rozkleiła się w jego ramionach, oddawała mu pocałunki. Ale nie przyzna się do
żadnego mruczenia.
- Masz - warknął przez zęby. - Wez to. - Wepchnął jej do ręki papierową torbę.
- Co to jest? - zapytała podejrzliwie, wyjmując z torby podkoszulek, dostatecznie obszerny,
żeby służyć za nocną koszulę, szczoteczkę do zębów i kilka innych przyborów toaletowych.
37
- Ile ci jestem winna? - spytała obojętnie, starając się zachować zimną krew.
- Nic - uciął krótko. - Jesteś moją żoną. Mogę ci chyba kupować takie duperele. Tylko nie
mów, że kontrakt tego zabrania. Szukaj dalej, to nie wszystko.
Wyjęła koronkowe figi i pudełko prezerwatyw. Cofnęła dłoń jak oparzona. Rzuciła
torbę w kąt i zaczęła się zastanawiać, jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za ratowanie swojego
ojca. Ojciec! Jak mogła zapomnieć? Musi do niego zadzwonić i powiedzieć, że będzie
nocowała poza domem.
- Do kogo dzwonisz? - spytał Luke, gdy podniosła słuchawkę telefonu. Uśmiechnął się pod
nosem, widząc jak odsuwa się płochliwie od wibrującego nadal łóżka.
- Do ojca. Muszę mu powiedzieć, żeby na mnie nie czekał.
- Odwróciła się do Luke'a plecami. - Cześć, tatusiu, jestem w Gatlinburgu. Spotkałam
starego znajomego i zdecydowaliśmy się na taki mały wypad. Długo się nie widzieliśmy ...
W każdym razie zanocujemy tutaj. Wrócę jutro.
- Co to za dziwny hałas? - spytał ojciec.
Nie mogła mu powiedzieć o wibrującym łóżku.
- To automat z wodą sodową, tatusiu. Telefon wisi przy tuż przy nim.
- Gdzie dokładnie się zatrzymałaś? Wolałbym wiedzieć na wszelki wypadek.
- W motelu Lil Abner. A co u ciebie? Dobrze się czujesz?
- Doskonale. Na pewno nie będę musiał do ciebie dzwonić. Baw się dobrze. Niedługo nie
będziesz miała na to czasu.
- Dzięki, tato. Do zobaczenia jutro.
Gdy tylko odłożyła słuchawkę, uświadomiła sobie, że gdyby jednak ojciec musiał
do niej zadzwonić, nie znajdzie jej, bo zameldowała się pod nowym nazwiskiem. Wybrała
numer recepcji. Po dwudziestu dzwonkach ktoś się wreszcie odezwał.
- Chciałabym, żeby pan w spisie lokatorów naszego pokoju umieścił jeszcze jedno
nazwisko.
- Który to pokój?
Sprawdziwszy napis na aparacie, Hillary zdała sobie sprawę, że ich pokój nie ma
numeru. Tylko dwa słowa: "Pocałunek Wenus".
- To jest apartament dla nowożeńców - odpowiedziała.
- Jest ich kilka, proszę pani. O który chodzi?
38
- "Pocałunek Wenus" - wycedziła. - Ten z wibrującym łóżkiem, którego nie można
wyłączyć.
- I będziecie mieli kogoś trzeciego do zabawy?
- Nie! Chcę tylko, żeby dopisał pan nazwisko Grant.
- Musimy ustalić za to ekstra opłatę.
- Za dopisanie nazwiska?
- Za trzecią osobę - odpowiedział recepcjonista.
- Mówiłam panu, że tli nie ma trzeciej osoby!
- Załapałem. Naprawdę nie jest pani panią McCallister. Chce pani, żebym zmienił meldunek
na pan McCallister i Hillary Grant.
- Jestem też panią McCallister. Proszę po prostu zapisać HillaryGrant, kreska, McCallister.
- Kreska McCallister.. Co tu jest grane? Zabawa we czworo?
- Poddaję się! - jęknęła Hillary i oddała słuchawkę Luke' owi, który stał obok, pękając ze
śmiechu. - Masz. Ty wybrałeś ten hotel, więc ty to załatwisz.
Załatwił sprawę w niecałą minutę.
Jasne, pomyślała Hillary, ten głupek od razu się we wszystkim połapał, bo zaczął
rozmawiać z mężczyzną.
Miała ochotę w coś kopnąć. I zrobiła to. Kopnęła w łóżko, które nareszcie przestało
wibrować.
Przynajmniej jedna korzyść z tego bałaganu. Nie trzeba będzie oglądać drgawek tego
łóżka ani chwili dłużej. I na pewno nie będzie na nim spała z Lukiem. Jeśli będzie musiała
się przespać, to pościele sobie na podłodze.
- Co ty robisz? - spytał Luke, gdy wyciągnęła z szafy koce.
- Zcielę sobie na podłodze.
- Jeśli tak chcesz ... - Luke wyciągnął się na łóżku.
- Naprawdę pozwolisz mi spać na podłodze? - Hillary spojrzała na niego z
niedowierzaniem.
- Jasne, pozwalam ci na wszystko, co może cię uszczęśliwić.
- Zachowałbyś się jak dżentelmen, gdybyś zaproponował mi łóżko.
- Proponuję więc, żebyś spała w łóżku ...
- Dziękuję.
39
- ... ze mną. - Poklepał zachęcająco materac.
- Nie ma mowy, żebym spała w tym łóżku z tobą!
- Twoja strata. Posłałaś sobie na podłodze, więc śpij tam. Miejmy nadzieję, że nie ma tu
karaluchów.
- Miło z twojej strony, że się o mnie martwisz.
- Nie przejmuj się. One bardziej się ciebie boją niż ty ich.
- Pocieszyłeś mnie.
- Dobranoc. Karaluchy pod poduchy, a szczypawy do zabawy!
Gdy tylko zgasło światło, Hillary zaczęła nasłuchiwać każdego szelestu i walczyć z
wizją armii karaluchów okrążających jej legowisko. Była prawie druga w nocy, gdy
wymyśliła plan B. Luke spał jak zabity. Przecież się nie obudzi, pomyślała, jeśli ona
zakradnie się do łóżka, owinięta tym paskudnym kocem jak mumia. Prześpi tylko kilka
godzin. Obudzi się rankiem, wróci cicho jak myszka na swoje posłanie i wystrychnie go na
dudka.
Wstała bezszelestnie i podeszła do łóżka. Luke się nie poruszył, więc wdrapała się na [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl