They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Spojrzała na swego towarzysza, z trudem powstrzymującego
uśmiech. Spróbowała wyobrazić go sobie w nienagannie
skrojonym garniturze i wypolerowanych lakierkach, zamiast w
spodniach khaki, bawełnianej koszuli i zabłoconych butach. Nie
mogła. Krawat wyglądałby na jego szyi niczym pętla wisielca.
- A ty? - spytała impulsywnie. - Jak sądzę, nie jesteś
biznesmenem.
Rzucił jej kpiarskie spojrzenie.
- Dlaczego?
- Wyglądasz raczej na człowieka, który pracuje na wolnym
powietrzu.
Roześmiał się.
- W otoczeniu drzew każdy by tak wyglądał.
- A więc jesteś biznesmenem? - Była wyraznie zdumiona.
Już otworzył usta, aby odpowiedzieć, lecz zmienił zdanie.
Zastanawiał się przez chwilę.
RS
43
- Zdradz, jak się nazywasz, G.S. - zażądał z powagą.
Miała to na końcu języka. Wycofała się w ostatniej chwili.
Anonimowa turystka przedzierzgnęłaby się w mgnieniu oka w
konkretną kobietę leczącą złamane serce. Nie mogła i nie
chciała do tego dopuścić.
Przeciągające się milczenie zaniepokoiło mężczyznę.
- Czy to ma związek ze mną, G.S.? Nie ufasz mi?
- Ależ ufam! - odparła szybko.
Nie pamiętała, aby kiedykolwiek zapewniła Jacka, że mu ufa.
Wiedziała, że jest absolutnie szczera. Ufała nieznajomemu.
Martell zawsze ją do czegoś zmuszał. On był górą, Gretchen
zaś ustępowała. Wmawiała sobie, że taka już jest jej natura.
Jack oskarżał ją o bierność i brak zdecydowania, wreszcie
jednak ustąpił. Patrząc wstecz, Gretchen doszła do wniosku, że
poprosił ją o wprowadzenie się tylko po to, aby wziąć ją do
łóżka.
Nie zamierzała znów myśleć o Jacku. Chciała myśleć o
towarzyszącym jej mężczyznie i zaufaniu, jakim go obdarzyła.
- Zrozum, proszę - odezwała się cicho, gładząc go po dłoni. -
To nie ma nic wspólnego z tobą. Pragnę po prostu zapomnieć o
osobie, którą jestem w cywilizowanym świecie.
Doskonale pojął sens jej słów.
- Czy nie możesz tu nosić jakiegoś imienia?
- Ależ mam imię. G.S., kobieta pierwotna.
- Czy... Czy nie lubisz tej drugiej strony twojej osobowości?
Zarumieniła się lekko. Pomyślała ironicznie: psychoterapeuta-
amator na szlaku appalaskim. Nie była specjalnie zadowolona.
Kiedy jednak mężczyzna ujął ją za rękę, wybaczyła mu
dociekliwość.
- Chyba nie jest taka zła, tyle że... - Dokończyła w duchu:
staroświecka, wstydliwa, wyznająca niemodne dziś wartości. -
Nieco spięta.
- Tutaj też jesteś spięta - zauważył. Spojrzała na niego
podejrzliwie.
RS
44
- Co przez to rozumiesz?
- Zachowujesz się nerwowo, kiedy mężczyzna, któremu
rzekomo ufasz, rozbiera się przed kąpielą w strumieniu.
Przypomniała sobie własne zakłopotanie. Zdenerwowała się
wtedy nie tyle widokiem rozbierającego się, co faktem, że tak
silnie działa na nią jego obecność. Dziś zachowywał się jak
dżentelmen w każdym calu. Uścisk ręki był najintymniejszym
gestem, jaki ich połączył od rana.
Nie mogła zaprzeczyć. Fascynował ją. Gdybyż tylko potrafiła
się rozluznić, pozbyć poczucia winy, wyrzutów sumienia.
Gdybyż nie obawiała się powiedzieć poprzedniego wieczora na
brzegu strumienia: ,,Dalej! Bierz wszystko! Jestem twoim
łupem! Pokaż, co masz!".
Na myśl o tym zachichotała. Mężczyzna uniósł brwi.
- Z czego się śmiejesz? Pokręciła głową i opanowała się.
- Och, miłośniku natury - westchnęła. - Masz rację. Jestem
spięta. Ale staram się z tym walczyć. Na łonie natury ludzie
pozwalają przemówić tłumionym instynktom.
- Innymi słowy, stają się bezimienni?
- Nie potrzebują imion - podkreśliła. - Powinieneś to
rozumieć. Jesteś ucieleśnieniem tej prawdy.
Zareagował pełnym namysłu milczeniem. Nie zamierzała go
obrazić. %7ływiła nadzieję, że nie pojmie opacznie jej intencji.
Była dorosłą kobietą, której brakowało śmiałości, by uwolnić
tłumione żądze.
- Staram się - szepnęła.
- Słucham?
- Staram się nie być spięta - wyjaśniła. Zcisnął jej dłoń.
- Zwietnie sobie radzisz, kobieto pierwotna. Leciutki niepokój
jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Około południa dotarli do wiaty. Pod daszkiem siedziała już
para w średnim wieku i jadła drugie śniadanie. Gretchen i jej
towarzysz zrzucili plecaki i uśmiechnęli się do napotkanych
turystów, ubranych w czyste spodnie i kurtki, odpowiednie
RS
45
raczej na miejską ulicę niż leśną wędrówkę. Nie mieli bagażu.
Widocznie wybrali się na jednodniową wycieczkę.
- Dzień dobry! - powitał ich serdecznie łysiejący mężczyzna. -
Wyglądacie, jakbyście wędrowali już wiele dni.
Mówił z silnym nosowym akcentem, typowym dla
mieszkańców stanu Maine, co ucieszyło uszy Gretchen.
Jej towarzysz zerknął na nią i ukazał zęby w uśmiechu.
- Padało czterdzieści dni i nocy - zacytował fragment jednego
z wierszyków jej autorstwa. - Deszcz nas dosłownie wykończył.
- Tak, tak - pokiwała głową kobieta. - Mieliśmy mokry
tydzień. No, ale wreszcie się rozpogodziło. Poczęstujecie się
świeżą żywnością? - zaproponowała, widząc, że Gretchen
rozpakowuje krakersy i suszoną wołowinę.
Podsunęła jej duży kosz z prowiantem. Był tam między
innymi bochen chleba i kawał sera.
Gretchen i jej towarzysz wymienili spojrzenia.
- Nie wiem, jak ty - szepnął mężczyzna - aleja nie potrafię
odmówić.
- Bardzo proszę. - Kobieta wręczyła Gretchen bochenek. -
Częstujcie się. Maynard jak zwykle zapakował za dużo.
- Wiesz, Elizabeth - odparł jej mąż - zawsze ci powtarzam, że
lepiej mieć za dużo niż za mało.
- O, tak - zgodziła się chętnie. - Dzięki temu możemy
podzielić się z tak miłymi ludzmi. Nowożeńcy, co?
Gretchen wzdrygnęła się. Jej towarzysz zachichotał.
- Jak to pani odgadła?
- Macie to wypisane na twarzy - odparła z dumą. - Bije od
was blask młodej miłości. Prawda, Maynard?
- Młoda miłość jest dobra - stwierdził starszy pan, wzruszając
ramionami - ale stara miłość jest jeszcze lepsza. - Pochylił się i
pocałował żonę w policzek.
- A więc mówisz, że jestem stara, tak? - ofuknęła go
żartobliwie, nie kryjąc jednak wzruszenia.
RS
46
Pochłaniając chleb z serem, ucięli sobie pogawędkę ze
starszym małżeństwem. Towarzysz Gretchen nie zaprzeczył, że
są nowożeńcami... Co miała na myśli napotkana kobieta,
twierdząc, że bije od nich blask miłości? Byli zaledwie
przyjaciółmi, a właściwie - znajomymi, dwojgiem ludzi, których
połączył szlak i którzy sobie zaufali...
Do czwórki wypoczywającej w wiacie dołączyło dwóch
studentów, idących na południe. Ich siła i energia zrobiły [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl