They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

brzegu.
Zbliżał się zachód słońca. Znowu odezwały się bębny, tym razem jednak dzwięk
miał natężenie gromu. Arskane z zadowoleniem skinął głową - był to najlepszy
dowód, że idą w dobrym kierunku, lecz w miarę słuchania spochmurniał, a jego
dłoń zacisnęła się na rękojeści noża.
- Niebezpieczeństwo - tłumaczył w miarę napływu wiadomości. -
Niebezpieczeństwo - nadchodzi śmierć - niebezpieczeństwo - noc niesie śmierć.
- Czy to kryło się w bębnieniu?
Skinął głową.
- Jest to głos Wielkiego Bębna. Nigdy przedtem nie słyszałem takich słów.
Mówię ci bracie, jest to niezwykłe ostrzeżenie. Słuchaj.
Fors pochwycił odmienny dzwięk, nim jeszcze jego towarzysz wzniósł
ostrzegawczo rękę. Lekki werbel, znacznie słabszy od dudnienia plemiennego
bębna, lecz mimo to czytelny, niósł w głębi stepu czyjąś odpowiedz.
Arskane ponownie zajął się odczytaniem sygnału: ,,Tu Uran - nadchodzę."
- To Szybkoręki Uran, wódz naszych zwiadowców. Wyruszył na zachód, podczas gdy
ja skierowałem się na północ. Widocznie...
Przerwał, gdyż ciszę wieczoru jeszcze raz wypełnił stukot bębna zwiadowcy.
- Balacan. Balacan odchodzi - Arskane zwilżył wargi - nie odezwał się tylko
Noraton, no i oczywiście ja.
Choć zastygli w oczekiwaniu wytężali słuch przez długie minuty, nie doczekali
się następnej odpowiedzi. Za to po okresie ciszy ponownie rozległ się apel
szczepu i przetoczywszy się przez otwarte pola, pomknął w noc...
Dopiero o świcie przystanęli na chwilę, aby się posilić. Od jakiegoś czasu
bębny milczały i milczenie to wydało się Forsowi złowieszcze, widząc jednak
zasępioną twarz Arskane'a, wolał nie zadawać żadnych pytań. Aowca gnał jak
szalony, sprawiając chwilami wrażenie, jakby zapomniał, że razem z nim biegnie
ktoś jeszcze.
Chcąc zyskać na czasie wkroczyli na wiodącą w dobrym kierunku drogę Przodków,
a gdy ta skręciła, pomknęli wydeptaną przez zwierzęta ścieżką, rozbryzgując
kałuże i przeskakując przecinające ją liczne strumyki. W pewnej chwili
spłoszyli stado jeleni, które błyskając bielą ogonów skryły się wśród zarośli.
Wkroczyli na niewielką polankę. Zdyszany Fors zwolnił nieco, a gdy podniósł
głowę, dostrzegł wirujące w górze czarne kształty. Dopadł Arskane'a i chwycił
go za ramię.
- Ptaki śmierci.
Siłą zatrzymał zwiadowcę. Gdzie ptaki śmierci zbierały się na ucztę, tam
zawsze pojawiały się kłopoty.
Rozdział 12
Forpoczty wojny
W płytkim zagłębieniu gruntu, na poplamionej, stratowanej trawie leżał martwy
człowiek. Arskane przyklęknął obok ciała, podczas gdy Lura, warcząc i
szczerząc kły, odpędzała rozwrzeszczane stado padlinożernych ptaków.
- Nie żyje, został przebity włócznią.
- Jak dawno? - zapytał Fors.
Możliwe, że dzisiaj rano. Poznajesz te znaki? - zaciskając zęby łowca wyrwał
ułamane drzewce, zakończone pokrytym gęstą krwią, podobnym do liścia grotem.
- Koczownicy. To jest kawałek ich lancy, a nie włócznia. Ale kto... Arskane
wytarł garścią trawy zniekształconą twarz zmarłego.
-- Noraton - rzucił krótko. - Więc taki los spotkał ostatniego zwiadowcę. Nic
dziwnego, że nie mógł odpowiedzieć na wezwanie.
Ciemnoskóry nerwowo wycierał ręce, jakby razem ze śladami krwi chciał zmazać
pamięć o tym, co widział. Twarz miał stężałą, niczym kamienna maska.
Gdy plemię wysyła zwiadowców, składają oni przysięgę, że dobędą miecza jedynie
w obronie własnej, tylko wtedy, gdy zostaną zaatakowani. Powinni zachowywać
się pokojowo, jeśli tylko jest to możliwe. Noraton był mądrym, spokojnym
człowiekiem, czasami nawet zbyt opanowanym. Nigdy nie uwierzę, aby to on
sprowokował potyczkę.
- Twój lud wędruje na północ w poszukiwaniu nowych siedzib - powoli
zastanawiał się Fors. - Koczownicy są niezwykle dumni i popędliwi. Was/e
pojawienie się mogli potraktować jako zagrożenie dla własnego sposobu życia.
Wiesz przecież, jak bardzo przywiązani są do starych zwyczajów i wierzeń.
- Więc chcą przy użyciu miecza wytłumaczyć nam swoje racje? Dobrze, ieśli chcą
walki, będą ją mieli - Arskane pochylił się nad zwłokami.
Fors wyciągnął miecz i zaczął nim wycinać płaty darni. Pracowali w milczeniu
dopóki nie wykopali płytkiego grobu, a gdy Noraton spoczął w mogile, usypali
nad nim samotny kopczyk, aby zapewnić spokój złożonym pod nim szczątkom. Na
szczycie pagórka Arskane ustawił miecz zmarłego, którego cień kładł się
wyraznym, prostym krzyżem na świeżo usypaną ziemię.
Ruszyli dalej w głąb nieprzyjaznej krainy. Zmierć dopadła Noratona, a teraz
oni sami mogli w każdej chwili się z nią spotkać. Posuwali się skrycie,
rezygnując z szybkości na rzecz bezpieczeństwa. Arskane wydobył z sakwy swą
sporządzoną z rzemieni broń. Na wszelki wypadek wolał mieć ją w pogotowiu,
przygotowaną do natychmiastowego użycia.
Ich wędrówka dobiegła kresu, gdy okrążywszy ruiny małego domku, wyszli na
skraj rozległego pola. Dające ukrycie zarośla ciągnęły się jedynie wzdłuż
przeciwległego brzegu przesieki, więc gdyby chcieli się nimi posłużyć,
musieliby nadłożyć szmat drogi. Arskane wybrał najkrótszą trasę - poprzez
środek otwartej przestrzeni - a ponieważ to jemu właśnie najbardziej zależało
na czasie, Fors zgodził się i wysłał do przodu Lurę. aby zbadała sytuację.
Na osłoniętej drzewami, nasłonecznionej polanie, trawy i zdziczałe zboże [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl