They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zawsze, kiedy wchodzę do kościoła, czekam na ten cud, który
podobno zdarza się innym - na odczucie obecności kogoś jeszcze. Kogoś,
kto patrzy z góry na nas, maluczkich, pochylonych nad naszymi
sprawami, miskami z praniem i artykułami do napisania; patrzy z
miłością, jak matka na raczkujące dziecko. Jednak odczulam jedynie ciszę
i ciepło, lekko zwietrzały zapach kadzidła i odór niewypranej kurtki ze
szmateksu bijący od starszej kobiety modlącej się pod obrazem z
wizerunkiem świętego. Kobieta przesuwała w palcach paciorki różańca i
poruszała bezgłośnie ustami. Było w jej twarzy coś znajomego, ale nie
umiałam tego skojarzyć z konkretną postacią. Mogła być równie dobrze
emerytowaną nauczycielką z naszej szkoły, jak i sąsiadką, czyjąś matką,
ciocią albo sklepową z blaszaka. Wpatrywała się w obraz
zaczerwienionymi, lekko łzawiącymi oczami, zatopiona w modlitwie.
Pozazdrościłam jej - spokoju i poczucia, że naprawdę z kimś rozmawia, z
kimś nieobecnym, kto wie o niej wszystko, a mimo to ją kocha.
Pozazdrościłam jej wiary, nieważne, o co się modliła: o dobrą śmierć dla
schorowanej matki, o trzezwość dla męża pijaka, o zasiłek dla
bezrobotnej córki, a może przepraszała za jakiś głęboko skrywany grzech.
Usiadłam w ławce i pozwoliłam myślom wędrować, jednocześnie zaś
obserwowałam kobietę spod półprzymkniętych powiek. Tak jak ona
modliła się Gośka. Tak też, cicho i spokojnie, modliła się matka Anety na
pogrzebie, przerywając tylko na chwilę, żeby obetrzeć ogromną białą
chustką łzy spływające dwiema strugami w czerwonych, wyżłobionych
płaczem rowkach wędrujących od oczu do kącików ust. Pogrzeb Anety
odbył się
w tym kościele, tak jak pogrzeb naszego kolegi przejechanego przez
mercedesa na wylotówce, jak wszystkie pogrzeby babć i dziadków moich
koleżanek. Jak pogrzeb ojca Gośki, który po wylewie trzy lata leżał
sparaliżowany, czekając na wyzwolenie, które dał mu drugi wylew. Jak
pogrzeb dziadka Beaty, który umarł w pół zdania, podnosząc fajkę do ust.
Pochowaliśmy naszą koleżankę dwa tygodnie po tym, jak do naszej
klasy wkroczył wychowawca z zasępioną miną.
1988: HAZY SHADE OF WINTER
Janusz Szczurkowski, przez uczniów zwany, w sposób oczywisty i
przekazywany z klasy na klasę, Szczurem (nie dlatego żeby uczniowie nie
byli kreatywni w obmyślaniu przezwisk, ale dlatego, że nazwisko i twarz
nauczyciela łączyły się w harmonijną całość, uniemożliwiającą nadanie
mu jakiegokolwiek innego przezwiska), wkroczył do klasy ósmej B. Miał
mieć lekcję fizyki, ale jego myśli wydawały się krążyć daleko od zadań
na obliczanie pracy i siły. Kiedy Karolina patrzyła na jego przygarbioną
sylwetkę, na pociągłą twarz z długim, cienkim nosem pomiędzy fałdami
obwisłych policzków i na czoło okolone wianuszkiem siwiejących
włosów, zawsze miała wrażenie, że patrzy na człowieka w jakiś sposób
przegranego, choć przecież Szczur jako nauczyciel fizyki, ojciec trzech
prawie dorosłych synów i właściciel całkiem nowego, zielonego
wartburga, wcale porażki nie uosabiał. Niedługo po odejściu ich klasy ze
szkoły miał zostać wybrany jej dyrektorem i sprawować tę funkcję przez
prawie piętnaście lat, w ten sam cichy i zrezygnowany sposób, w jaki
prowadził lekcje fizyki i godziny wychowawcze.
Szczur mieszkał na Bródnie, co w uczniach, zawieszonych niepewnie
pomiędzy miastem a wsią, budziło sprzeczne
uczucia: zawiść, bo Bródno było bezsprzecznie prawdziwą częścią
Warszawy, a nie doklejoną na siłę wsią jak Leśne, i litość na myśl o jego
czterdziestometrowej klitce na dziewiątym piętrze bloku z wielkiej płyty,
w której zamykało się całe jego pozaszkolne życie. Co jakiś czas
wychowawca przychodził na lekcję z podkrążonymi, czerwonymi oczami
i wtedy wiadomo było, że całą noc, z kawą w termosie i klasówkami do
sprawdzenia, dyżurował w budce na społecznym parkingu pod blokiem,
pilnując przed złodziejami należących do blokowych sąsiadów
wartburgów, syrenek i dużych fiatów, które spały spokojnie pod
plandekami. Ci, którzy mieli polonezy i zachodnie samochody, trzymali
je gdzie indziej, nie igrając z losem, tak więc pan Janusz całe noce
pilnował rdzewiejących komunistycznych pojazdów, których nikt, nawet
poproszony, nie zechciałby ukraść. Tym razem jednak
wodnisto-niebieskie oczy Szczura w otoczce prawie niewidocznych rzęs
wyglądały na bardziej zmęczone niż zwykle.
Nauczyciel postawił teczkę na biurku, jak zawsze pedantycznie,
następnie podniósł głowę i powiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń nad [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl