They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

informacjom będzie można dowieść istnienia spisku i drogą dyplomatyczną uzyskać
ekstradycję Barta Scalisio z jakiegokolwiek kraju, w którym by się znalazł. Wypłoszy się go z
kryjówki, osaczy, aż wpadnie w sidła.
W takiej sytuacji po co mu Joe?
Dużo myślał na ten temat od przyjazdu do Paryża i przez cały czas trwania łowów na
Joego. Doszedł do wniosku, że Joe wie coś ważnego. Dlaczego wybrał się w podróż do
Marsylii, on, taki domator, który nie cierpiał rozstawać się z rodzinnym Nowym Jorkiem?
Podróż okazała się fatalna: po pierwsze znaleziono w jego samochodzie podrzucone narkotyki
i po drugie mogła się skończyć tragicznie podczas próby morderstwa w celi więziennej.
Uciekł potem z więzienia i ukrywał się w Paryżu, gdzie nigdy przedtem nie był i
nikogo nie znał. Kto go ochraniał w stolicy Francji? Ale najważniejsze, co wiedział?
Czy próbowano go zabić jako kompromitującego świadka morderstwa na dawnym
szefie, czy też dlatego, że wiedział coś ważnego?
Pierwsza hipoteza była bardziej prawdopodobna. Barto Scalisio zwykł czynić pustkę
wokół siebie. Wykorzystywał ludzi, ale gdy stawali się niebezpieczni, eliminował, zastępując
innymi, których czekał wkrótce ten sam los.
Obie hipotezy mogły także iść w parze. Barto wydał rozkaz zabicia Joego LaCasa
dlatego, że już nie miał z niego pożytku po śmierci Nicka De Luki, ale także dlatego, że ten
coś wiedział. Coś, co dotyczyło Barta. Jeśli to  coś było na temat zebrania 30 pazdziernika,
nie przedstawiało dla Wayne Sandborga żadnej wartości, bo wiedział o tym zebraniu od
swojej agentki.
Ale jeśli to było co innego? Warto by wiedzieć.
Stanął przed Joem:
- Nie zdecydowałeś się mówić, Joe?
Tak jak poprzednio i tym razem nie otrzymał odpowiedzi.
Wayne westchnął głęboko.
- Zastanawiam się, dlaczego ochraniasz kogoś, kto cię wsadził do mamra, a pózniej
próbował zabić. Nie opowiadaj mi, że to kwestia wierności po tym, co zrobiłeś Nickowi.
Joe nie reagował.
- Wiem, że Barto będzie 30 pazdziernika w Iskenderun w Turcji wraz ze wszystkimi
swoimi przyjaciółmi - zaczął ostrożnie Wayne. - Coś ci to mówi?
Joe nawet nie drgnął.
- Nie zostałeś zaproszony? Brak odpowiedzi.
- Jak wolisz, Joe. Dał znak dwóm agentom DEA stojącym w kącie.
- Do roboty, chłopcy. Potem odwrócił się do Joego:
- Wytłumaczę ci, Joe. Nałoży ci się na głowę kask z dwiema słuchawkami i puści
muzykę. Fajną muzykę. Myślę, że docenisz. To trochę specjalne. Zarejestrowano taśmę
magnetofonową mieszając muzykę dodekafoniczną, bicie w bęben, zgrzytanie paznokci po
tablicy szkolnej, dzwięk piły elektrycznej, czyneli i wiele innych wysokich, głuchych, niskich
dzwięków.
Wolałbyś na pewno jakiś dobry slow-fox czy bossa novę i miałbyś rację. Zapewniam
cię, nastawione na cały regulator, to jest naprawdę okropne. Widziałem jednego, co
wytrzymał 27 minut i 42 sekundy. Wyjątek. Zrednia waha się między 15 a 20 minutami.
Dwadzieścia dla najodporniejszych. Słabsi padają po 15 minutach. Zobaczymy, czy ty
pobijesz rekord. No dalej, chłopcy.
Cofnął się.
Agenci DEA nałożyli Joemu kask, słuchawki na uszy, uruchomili magnetofon...
Wayne Sandborg wiedział, że to piekielna próba. Ucho ludzkie nie jest zdolne przyjąć
takiego uderzenia różnych dzwięków o największym natężeniu. Sam poddał się temu
doświadczeniu. To było po prostu piekło. Bębenki wibrowały z taką ostrością, że ból stawał
się wkrótce okropny. Szum przenikał skronie, stopniowo cierpienie stawało się nie do
zniesienia. Reagował nerw wzroku, co powodowało silne zawroty głowy, męczące mdłości.
Nieprawdopodobne.
Nikt nie wytrzymał dłużej niż 27 minut i 42 sekundy. A ten, co wytrzymał, prawie
oszalał. Niektórzy próbowali oszukiwać. Udawali, że chcą mówić, żeby zyskać chwilę
oddechu. Okazywało się to fatalnym błędem. Bo gdy stwierdzono oszustwo, podłączano na
nowo magnetofon, a za drugim razem cierpienie jeszcze okrutniej przenikało płaty mózgowe.
Wayne Sandborg zawinął mankiet kurtki i śledził na zegarku monotonny ruch
sekundnika.
Podniósł wzrok i ocenił stan Joego.
Pot już perlił mu się na czole. Nozdrza drgały, usta się skurczyły, policzki zapadły,
pod opuszczonymi powiekami powiększały się czarne sińce.
Wayne Sandborg nie dawał mu więcej niż 15 minut.
- To największa moc? - zapytał jednego z agentów.
- Tak. Cztery minuty.
Bardzo wątpił, czy Joe ceni muzykę dodekaf oniczną, to nie w jego stylu. Zwłaszcza
w takim natężeniu. To trochę jak krzesło elektryczne. Początkowo utrzymuje się 2000 wolt,
potem zmniejsza się stopniowo napięcie do 500 wolt i w momencie, kiedy pacjent zaczyna
oddychać z ulgą, wprawia się znowu wszystko w ruch aż do końca.
Tutaj tak samo. Nieznacznie zmniejsza się napięcie i osobnik myśli sobie, że to nie
jest takie straszne, że można się przyzwyczaić, potem aplikuje się całą moc i nie ma już
wyboru: albo zeznanie albo demencja. Nikt nie wybiera demencji. Siedem minut.
Wayne, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na zroszone potem czoło Joego, wszedł po
schodach na parter. Chciało mu się pić. Ayk bourbonu dobrze zrobi.
Kilka chwil pózniej był z powrotem w piwnicy. Minęło trzynaście minut odkąd
założono Joemu kask.
Wyglądał niezbyt zachęcająco. Jakby się zestarzał o dziesięć lat. Zgarbiony, ręce
trzęsły mu się konwulsyjnie. To już nie krople potu spływały po czole, ale istny potop płynął
wszystkimi porami. Ciągnął rozpaczliwie pasy, które go utrzymywały na uwięzi. I nagle
huknął:
- Zatrzymajcie! Zatrzymajcie! Będę mówił! Trzynaście minut i 54 sekundy. Joe
LaCasa nie wytrzymał.
Wayne Sandborg dał znak agentom. Natychmiast zatrzymali magnetofon i zdjęli kask.
Wayne podszedł.
- Nokaut w trzynastu rundach, Joe. Widziałem lepszych.
Joe LaCasa oddychał ciężko.
- Skurwiel - udało mu się wykrztusić.
- Jeśli tylko to masz do powiedzenia, wkładamy kask na nowo.
Błysk szału zapalił się w spojrzeniu Joego.
- Nie!
- No więc?
Wayne Sandborg pochylił się badając twarz swego więznia. Pomyślał, że jest jak
entomolog obserwujący nie skoordynowane ruchy owada złapanego w pułapkę.
Joe oblizał wargi, otworzył usta.
- Więc?
Joe LaCasa zdecydował się. Sprzedał już tylu ludzi, dlaczego raczej nie sprzedać
Francuza, niż znosić straszną torturę.
- Opłacono faceta do sprzątnięcia Barta...
- Kogo?
- Nie znam nazwiska.
- Joe, założymy z powrotem kask - zagroził Wayne Sandborg.
- Nie wiem, przysięgam! - wykrzyknął Joe. Opowiedział wszystko. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl