They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tchu.
– To dzieło chłopaków. – Majka z dumą wskazała na dwóch
chłystków, którzy trzymali w ręku spray.
– Wow! – Tyle tylko zdołała wykrztusić Ala.
– Podoba ci się?
– Jest… – Alicja szukała odpowiednich słów.
– Rzucający się w oczy – dokończyła za nią dziewczyna.
– Oczojebny – zachichotał jeden z chłopaków.
– I taki babski – podkreśliła Majka, która zdążyła już okrążyć
wóz.
– Jak dla jakiejś pieprzonej Barbie – wyrwało się Ali.
– Myślałam, że nie przeklinasz?
– Tylko w ekstremalnych sytuacjach.
– Przynajmniej wszyscy na drodze nas zauważą.
– Z odległości kilkunastu metrów.
– Wow! To jest to, nie sądzisz? – Majka podpuszczała Alicję.
– Sądzę.
Alicja leżała z synkiem w łóżku. Lubiła te ich wspólne
poranki, kiedy się do siebie tulili po przeczytanej bajeczce. Odkąd
pamięta, czytała synkowi bajki rano, wieczorem był za bardzo
zmęczony i nie miał na nie ochoty.
– Mamusiu, czemu ja nie mam tatusia?
„Skąd się bierze u dzieci taka bezpośredniość?” – pomyślała.
Krzyś coraz częściej zdawał jej pytania o tatusia.
– Twój tatuś umarł i mieszka teraz w niebie z aniołami –
powtarzała za każdym razem.
– Nie mogłabyś z nim pogadać i poprosić, by do nas wrócił?
– To niemożliwe.
– Czemu?
Alicja wzruszyła ramionami.
– Kiedyś go spotkasz.
– Kiedy?
– Musi minąć trochę czasu.
– Pójdę też zamieszkać do nieba?
– Tak, każdy wcześniej czy później tam trafia.
– I poznam tatusia?
Alicja pokiwała głową. Krzyś wyskoczył z łóżeczka i pobiegł
umyć ząbki, a ona w tym czasie zrobiła mu kakao i tosta z
dżemem.
Alicja posprzątała, ugotowała obiad i zrobiła zakupy. Miała
dwie godziny do odbioru Krzysia z przedszkola, postanowiła więc
wziąć relaksującą kąpiel z dużą ilością piany. Leżała sobie w
ciepłej piance, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Raz, drugi…
„Jak ja nie lubię, kiedy ktoś naciska dzwonek kilkakrotnie –
pomyślała Ala. – Raz, ewentualnie dwa, ale żeby na chama
dzwonić kilka razy pod rząd, to już przesada”. Mogłaby
zignorować dzwonienie, ale zamiast tego wyskoczyła z wanny, o
mało przy tym nie wpadając w poślizg i nie zaliczając gleby oraz –
jakby powiedział jej syn – nie tracąc górnych jedynek. Chwyciła w
przelocie ręcznik, a kiedy otworzyła drzwi, zobaczyła na
wycieraczce awizo.
– Cholera jasna! – zaklęła. – Pobiegła co tchu do okna, może
jeszcze uda jej się złapać kuriera. A gdzie tam, biały van odjechał
w siną dal, a wraz z nim dwie Krzysiowe piżamki, które zamówiła
przez internet.
Nigdy nie darzyła sympatią ani kurierów, ani listonoszy,
właśnie przez to ich natrętne dzwonienie. Kiedy Krzysiu był mały,
pan listonosz upodobał sobie doręczanie przesyłek w porze jego
drzemki. Malec dopiero co się ululał, a tu, bach, dzwonek do
drzwi. Ona zazwyczaj jeszcze w rozciągniętej, poplamionej od
kaszek i soczków piżamie, z nieumytą głową paradowała po domu,
a tu, bach, dzwonek i listonosz z poleconym.
Pewnego dnia odciągała pokarm, kiedy usłyszała pukanie
przechodzące w walenie. „Co tu zrobić?” – myślała intensywnie.
Listonosz nie dawał za wygraną, nacisnął dzwonek – raz, drugi.
Krzysiu się obudził i zaczął płakać w niebogłosy. Dziecko? Cycek?
Paczka? Listonosz? Ala włączyła tryb „speedy gonzales” –
naciągnęła szlafrok i dopadła klamki.
– Dzień dobry – przesłodzonym głosem powiedział pan. –
Już myślałem, że pani nie zastanę.
– Skoro pan tak myślał, to po co tyle razy naciskać dzwonek?
– Dla pewności, kochanieńka, dla pewności. Dbam o to, żeby
na pocztę pani nie musiała chodzić. O, dziecko płacze.
– Ano płacze, bo je pan obudził.
– Ja? – zapytał zdziwiony.
– Nie, święty Mikołaj.
ROZDZIAŁ 22
Ewa próbowała przepraszać Pawła na wszystkie możliwe
sposoby. Jego serce było zranione, a jego męska duma urażona.
Nie odbierał telefonów od niej ani nie odpisywał na maile. Jaką
była idiotką, że pozwoliła zaciągnąć się do łóżka facetowi, którego
nie kochała. Po pierwsze, nigdy nie powinna była spotykać się z
Norbertem, po drugie, jeśli już do tego doszło, to nie powinna była
spowiadać się z tego Pawłowi. Norbert sprawił, że znów poczuła
się jak prawdziwa kobieta. Teraz wiedziała, że jemu chodziło tylko
o jedno – następna laska do kolekcji. Co ciekawe, od tamtej
felernej nocy ani razu się z nią nie skontaktował. Oczarował ją
słowami i dobrymi manierami. Wiedział doskonale, że w tamtej
chwili tego właśnie potrzebowała.
Ewa była zmęczona. Przez ostatnie trzy tygodnie w
kwiaciarni miała spory ruch. Kilkugodzinne robienie i trzymanie
bukietów naprawdę może zmęczyć. Bolał ją kark, dłonie miała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl