They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

rezygnować z kariery... a wszyscy tacy bogaci! Jak mogłem nie skorzystać z okazji? Tym
bardziej że biedne kobiety, których nie stać na utrzymanie siebie i potomstwa,
nieustannie rodzą dzieci. - Uśmiechnął się chytrze. - Wszyscy dobrze na tym wychodzili.
A ja robiłem to dla ciebie, Ellie. Tylko dla ciebie.
Ellie zemdliło. Jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie ujrzała jego prawdziwego
oblicza? Czemu nigdy nie dostrzegła, jak obsesyjnie pragnął ją zdobyć? I dlaczego
wzięła jego zaloty za miłość?
- Ale Serrador wszystko zniszczył. - Timothy zmrużył powieki, wbijając wzrok w
jej brzuch.
- Gdyby nie on, nosiłabyś teraz moje dziecko. Pragnęłabyś tylko mnie.
- Nie, Timothy - odparła łagodnie, kręcąc głową. - Popełniłam błąd. Nigdy nie
powinnam była przyjąć twoich oświadczyn. Ty mnie nie kochasz. Właściwie nawet mnie
nie znasz.
Prychnął lekceważąco.
- Może masz rację - przyznał po chwili. - Dziewczyna, którą wielbiłem, była
niewinna i czysta. - Gdy Ellie wydała stłumiony okrzyk, zerwał się na równe nogi i
złapał ją za rękę. - Przepraszam! Wiem, że to jego wina. Zgwałcił cię. To jedyne
rozsądne wytłumaczenie. Ale nie martw się. Zajmę się jego bękartami.
- Co masz na myśli? - zapytała trwożnie.
- Umówiłem się z tutejszym lekarzem. Za godzinę pomoże ci urodzić, a potem
będziesz wolna.
Kolejny silny skurcz wstrząsnął jej ciałem, aż ugięły się pod nią kolana. Chwyciła
metalową ramę łóżka, żeby nie stracić równowagi.
- Termin porodu... jest wyznaczony dopiero za dwa tygodnie - jęknęła.
R
L
T
- To nieistotne. Szczeniakom nic nie będzie. Zamieszkają na Manhattanie z nowy-
mi rodzicami, którzy zapłacą mi krocie bez zbędnych pytań. Będę bogatym człowiekiem,
Ellie. Nie tak bogatym jak Serrador, ale kupię ci wszystko, czego zapragniesz. Nie bę-
dziesz musiała pracować. Odtąd skupisz się na kochaniu mnie...
- Jeśli zabierzesz dzieci, Diego cię zabije! - ostrzegła słabo zgięta w pół. Ból stawał
się nie do wytrzymania. - Pożałujesz.
- Nie znajdzie mnie - powiedział Timothy z przekonaniem. - Ani ciebie.
Nie mogła na to pozwolić. Musiała odwrócić jego uwagę. Z sercem na ramieniu
rozpięła kilka guzików koszuli, żeby zrobić większy dekolt.
- Ale tu gorąco - rzuciła, wachlując się ręką. - Czemu nie chcesz oddać dzieci
Diego? Wtedy też będziemy mogli uciec.
Po czole Timothy'ego spływały strużki potu, gdy wpatrywał się w jej piersi jak
zahipnotyzowany.
- Serrador ma cierpieć - syknął. - A te dzieci są moją przepustką do świata
bogaczy. Cztery miliony dolarów zapewnią nam królewskie życie w Afryce.
Ellie próbowała ukryć strach.
- Nie śpieszmy się - zaproponowała, opierając się o łóżko. - Zostańmy i nacieszmy
się sobą tutaj.
- Tak...
Powąchał jej włosy, po czym ujął w dłonie jej piersi. Ellie wzdrygnęła się
nieznacznie. Wiedziała, że musi zachować spokój, jeśli chce zyskać na czasie. Wkrótce
Diego ją znajdzie. Na pewno już tutaj zmierza.
- Tak - wysapał Timothy. - Wspaniale. Dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem.
Gdy się pochylił, żeby ją pocałować, Ellie zaczęła się szamotać. A potem uderzyła
go w twarzy. Przez moment tylko na nią patrzył, oszołomiony. Jednak gdy ruszyła do
drzwi, chwycił ją za włosy, a potem rzucił na łóżko.
- Tak chcesz się zabawić? - W jego dłoni błysnęło ostrze noża. - Proszę bardzo. Jak
sobie życzysz.
R
L
T
Krzyknęła głośno, gdy zimna stal dotknęła jej skóry. A potem ogromny cień zawisł
nad nią jak anioł śmierci i Timothy został zmieciony na ziemię jednym silnym ciosem.
Diego stanął nad nim z uniesioną ręką.
- Serrador - syknął pokonany mężczyzna. - Ale jak...?
Diego nie odpowiedział. Wbił w niego nienawistne spojrzenie. Timothy wstał
niezgrabnie i spróbował pchnąć Brazylijczyka nożem, ale ten warknął i kopnął go w
twarz, a potem wyrwał mu nóż.
- Miej litość - krzyknął Timothy, osłaniając się rękami. - Nie rób mi krzywdy.
- Już raz okazałem ci litość. - Diego wymierzył cios prosto w szczękę przeciwnika.
- A ty wróciłeś, żeby grozić mojej żonie i moim dzieciom. Nigdy więcej do tego nie
dopuszczę!
- Diego - szepnęła Ellie. - Nie zrobił mi krzywdy. Puść go... proszę.
- Tak, puść mnie!
Piszczący Timothy, kulący się ze strachu, przypominał bezkształtną masę. Diego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl