They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

swoim głośnym, szczekliwym śmiechem. - Zliczna dziewczyna, ale diabelnie
opryskliwa. Stanowczo za dużo przebywa w towarzystwie tego Niemiaszka. Moim
zdaniem, takie postępowanie jest wysoce niepatriotyczne. Naturalnie, nic jej po
takich antykach jak pan czy ja, ale dość jest przecież miłych młodych mężczyzn w
naszym wojsku. Po co zadawać się z Niemcem? Przyznaję, że mnie to doprowadza
do wściekłości.
- Niech pan uważa. Von Deinim właśnie się zbliża - ostrzegł Tomasz.
- Nie mam nic przeciwko temu, żeby mnie usłyszał. Nawet chciałbym, żeby
usłyszał. Miałbym ochotę dać mu mocnego kopniaka. Każdy przyzwoity Niemiec
walczy za ojczyznę, a nie chowa się po kątach, żeby z bliska nie powąchać
prochu.
- W każdym razie - wtrącił Tomasz - o tego jednego Niemca mniej w razie inwazji
na Anglię.
- Chce pan powiedzieć, że jest już tutaj? Ha, ha, ha! A to się panu udało. Co nie
znaczy wcale, żebym wierzył w to głupie gadanie o inwazji. Nikt nas tu jeszcze nie
napadł i nikt nie napadnie. Na szczęście mamy flotę.
Wypowiedziawszy tę krótką patriotyczną orację, komandor Haydock włączył ze
zgrzytem bieg. Samochód szarpnął i zaczai piąć się pod górę do Jaskini
Przemytników.
Tuppence znalazła się pod bramą Sans Souci za dwadzieścia minut druga.
Ominęła podjazd i idąc ogrodem, weszła do domu przez otwarte drzwi saloniku. Z
oddali docierał do niej zapach pieczeni po irlandzku, brzęk porcelany i szmer
rozmów przy stole. Sans Souci było pochłonięte południowym posiłkiem.
Tuppence zaczekała przy drzwiach saloniku, aż pokojówka Marta przejdzie przez
hali i zniknie w drzwiach jadalni. Wtedy w samych tylko pończochach pobiegła
szybko na górę.
Wpadła do siebie, włożyła ranne pantofle z miękkiego filcu i przez korytarz
przemknęła się do pokoju pani Perenna.
Gdy zamknąwszy za sobą drzwi, rozejrzała się po pokoju, opanowało ją uczucie
niesmaku. Ach, przykra praca! Nie wybaczyłaby sobie nigdy, gdyby pani Perenna
była tylko panią Perenna. Wdzierać się w cudze intymne sprawy...
Tuppence otrząsnęła się zapamiętanym z dzieciństwa ruchem zniecierpliwionego
teriera. Przecież na świecie jest wojna!
Podeszła do toaletki.
Szybko i zręcznie przeszukała zawartość szufladek. Jedna z szuflad w wysokiej
sekreterze była zamknięta na klucz. To przynajmniej zapowiadało się bardziej
interesująco.
Tomasz otrzymał komplet narzędzi wraz z krótkim pouczeniem, jak się z nimi
obchodzić. Z kolei przekazał Tuppence tę nowo nabytą wiedzę. Kilka zręcznych
ruchów ręki - i zamek ustąpił.
W szufladzie znajdowała się kasetka na pieniądze, w niej dwadzieścia funtów w
banknotach i trochę srebra, dalej pudełeczko z biżuterią i plik papierów. Te
ostatnie najbardziej Tuppence interesowowały. Przejrzała je szybko, z
konieczności dość powierzchownie. Nie miała czasu na dokładniejsze zbadanie ich
treści.
Dokumenty dotyczące długu hipotecznego na Sans Souci, stan konta bankowego,
korespondencja. Czas uciekał, Tuppence przerzucała pośpiesznie papiery, z
bolesnym niemal skupieniem starając się pochwycić wzrokiem wszystko, co mogło
mieć ukryte znaczenie. Dwa listy od przyjaciółki z Włoch, rozwlekłe, gadatliwej
pozornie zupełnie niewinne. Ale czy naprawdę nic się w nich nie kryło? List od
niejakiego Szymona Mortimera z Londynu, zwięzły, suchy list o tak obojętnej
treści, że przechowywanie go wydało siej Tuppence podejrzane. Czy pan Mortimer
nie jest przypadkiem kimś bardziej niebezpiecznym, niż to wynikało ze słów listu?
I na samym spodzie wyblakłe litery na arkusikach podpisanych "Pat"' i
zaczynających się od słów: "Jest to mój ostatni list do Ciebie, najdroższa Eileen..."
Och, nie, nie! Tuppence w żaden sposób nie potrafiłaby się zmusić do
przeczytania tego listu. Złożyła go starannie, uporządkowała leżące na nim
papiery i nagle zaniepokojona, wsunęła na miejsce szufladę, ale nie zdążyła jej
zamknąć. Gdy pani Perenna zajrzała do pokoju, Tuppence stała obok umywalni i
szukała czegoś bezradnie między buteleczkami na półce.
Pani Blenkensop zwróciła ku gospodyni zawstydzoną, ale jednocześnie zbolałą
twarz.
- Och, niech mi pani daruje - wyjąkała. - Wróciłam do domu i z takim potwornym
bólem głowy... pomyślałam, że chyba wezmę l aspirynę i położę się do łóżka, ale
nie mogłam znalezć moich proszków, więc pomyślałam, że się pani może nie
pogniewa... wiedziałam, że pani ma aspirynę, bo wczoraj proponowała pani
pannie Minton...
Pani Perenna weszła zamaszystym krokiem do pokoju. Gdy przemówiła, w głosie
jej zadzwięczała ostra nuta.
- Ależ proszę bardzo, tylko dlaczego mi pani o tym nie powiedziała?
- Tak, naturalnie, powinnam się była do pani zwrócić. Ale wiedziałam, że wszyscy
państwo siedzicie przy stole, a ja tak strasznie nie lubię sprawiać innym kłopotu
swoją osobą... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl