They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przystanęła, oddychała ciężko, skrajem fartucha ocierała spoconą, rozgorączkowaną twarz.
Pulsowało jej w skroniach i w uszach, jakby krew w jej ciele była głęboko zamrożona i nagle
teraz odtajała i zaczęła dudnić w żyłach niczym woda na wiosnę, kiedy lód już spłynie.
Powoli zdołała się jakoś uspokoić. Muszę trzymać się od niego z daleka, myślała, mimo to
wiedziała, że nie będzie w stanie tego zrobić. Będzie się za nim rozglądać, kiedy tylko
wyjdzie z domu i znajdzie się na dziedzińcu. Tylko po to, żeby go zobaczyć, myślała.
Dotychczas nie wierzyła, że istnieją tacy mężczyzni jak Jo.
To Johan wpadł na ten pomysł. Siedzieli przy kolacji, gdy nagle spojrzał na ojca i
powiedział:
- A gdyby tak zapytać jednego z nich, tego Cygana Jo, czyby nie został u nas kilka
tygodni, nie najął się u nas? Jest silny, wygląda na robotnego, zna się na wielu rzeczach. Z je-
go pomocą skończymy sianokosy i nie będzie tak zle.
Nie, nie, chciała zawołać Mali. On nie może tu zostać! - Każdy, tylko nie on! Sivert jednak
był innego zdania,
- No, masz rację, synu - powiedział z przejęciem. - Gdybyśmy mieli jeszcze jednego
chłopa do pomocy, to damy sobie radę. Nie wiem tylko, jakie oni mają plany w tych swoich
wędrówkach po kraju, ale przecież reszta mogłaby sobie jechać, a potem po niego wrócą.
Dobrze mu zapłacimy, niech no tylko się zgodzi, a wybawi nas z kłopotu.
Sivert wstał, zanim jeszcze zjadł do końca. Było to tak niezwykłe zachowanie, że nawet
Beret go nie powstrzymała.
- Idziemy do niego, Johan! - zawołał ożywiony. - Możliwe, że znalazłeś rozwiązanie
naszych kłopotów!
Kiedy wyszli, Mali długo patrzyła w ślad za nimi.
Dwa dni pózniej cygański tabor ruszył na dalszą wędrówkę, ale Jo został w Stornes. Sivert
i Johan byli bardzo zadowoleni z umowy. Cygan miał się wprowadzić na pięterko nad pralnią,
gdzie mieszkał Olav, i zająć miejsce Gudmunda. Zgodził się pracować przy sianokosach i
robić wszystko, co trzeba, w gospodarstwie, dopóki będą go potrzebować albo dopóki jego
tabor nie wróci, aby go zabrać. Nikt dokładnie nie wiedział, kiedy to może nastąpić, to pewnie
zależy od wielu rzeczy, domyślał się Sivert. Może któregoś dnia pod koniec miesiąca... a
może pózniej. Sivert przypieczętował umowę uściskiem ręki i powiedział, że wszystko jest w
porządku. Przyjadą, kiedy im będzie pasować, Jo zostanie do tego czasu we dworze, roboty
jest pod dostatkiem.
- Jeżeli wrócą dopiero z końcem lipca albo jeszcze pózniej, to zbierzemy całe siano na
dolnych łąkach - powiedział do Johana. - A jak się pogoda utrzyma, to zdążymy też skosić
trawę na halach.
Nabijał fajkę i uśmiechał się bardzo zadowolony. Wszystko zaczynało się układać.
- No, muszę powiedzieć, synu, że nie przegapiłeś okazji - rzekł i po męsku uderzył Johana
w ramię. - Lepszego wyjścia byśmy nie znalezli.
Johan nie potrafił ukryć radości z ojcowskiej pochwały, tym bardziej, że sam też był z
siebie zadowolony. Nie co dzień potrafił tak pomyślnie załatwić sprawy gospodarstwa. Nawet
matka kiwała głową z uznaniem.
Jo dostał miejsce na samym końcu stołu. To dziwne, myślała Mali, jak bardzo zmienił się
nastrój, kiedy zamieszkał we dworze. Wynikało to przede wszystkim z tego, że nic już nie
zagrażało zbiorom, mimo że parobcy się pochorowali, ale nie tylko z tego. Razem z Jo
pojawił się śmiech, rozmowy i życzliwe słowa. I wyglądało na to, że potrafił tym zarazić
wszystkich. Nawet Beret!
- Zwietna z ciebie gospodyni, Beret Stornes - powiedział zaraz na początku Jo i patrzył na
nią roześmiany. - Radzisz sobie dużo lepiej niż większość kobiet na twoim miejscu. A
pamiętaj, że znam mnóstwo wielkich dworów - dodał. - Wiem, o czym mówię.
Mali po raz pierwszy widziała rumieniec na twarzy Beret. Tak ją zaskoczyły słowa
Cygana, że upuściła widelec. Nie ulegało wątpliwości, że bardzo sobie ceni pochwałę.
- E tam - bąknęła, wpatrując się w talerz. - Pracuję tylko, jak mogę najlepiej. - Po czym
podsunęła Jo półmisek z mięsem i zachęcała, żeby się częstował bez skrępowania. Było to tak
do niej niepodobne, że Mali musiała się uśmiechnąć. Zwykle Beret bardzo uważała, żeby
ludzie jedli jak najwięcej ziemniaków, a z mięsem to raczej oszczędnie. Skoro nawet ona
rozpromienia się, słysząc dobre słowo, to dlaczego nie rozumie, że wszystkim we dworze
byłoby lepiej, gdyby sama stosowała tę taktykę i nie pokrzykiwała tak z byle powodu? Może
jednak i to się zmieni podczas pobytu Jo w Stornes? Jo bowiem jest człowiekiem, który
wydobywa z ludzi dobre cechy, życzliwość, troskliwość i uśmiech. Pod tym względem był
zupełnie niepodobny do mężczyzn, których Mali dotychczas znała.
Ingeborg i Ane rywalizowały ze sobą i prześcigały się w uśmiechach do niego, co Jo
odwzajemniał komplementami. One rumieniły się po korzonki włosów i z przejęcia potykały
się o własne nogi. Mali zauważyła, że i babka przygląda mu się z uśmiechem. Jej również
okazywał wielki szacunek i uprzejmość.
- U nas, w cygańskich rodach, starzy cieszą się wyjątkową czcią - powiedział któregoś [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl