They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ruchem zarzuciła ramię na szyję Paula i ostentacyjnie pocałowała go w policzek.
Ten władczy gest ogromnie zabolał Brionę, ale teraz wpatrywała się w
twarz Paula. Jej Paula. Był przystojny jak zawsze, ale odrobinę pogłębiły się
zmarszczki wokół oczu i ust To wpływ zamartwiania się o ojca, pomyślała i
poczuła pragnienie, by podbiec i wygładzić te bruzdy smutku i cierpienia.
W tym momencie i on ją zobaczył. Serce zatrzepotało jej w piersi, a zęby
wpiły się w dolną wargę. Zobaczyła błysk kochanych szarych oczu i była pewna,
że w następnej sekundzie jej ukochany odsunie Sheenę i podskoczy ku niej,
Brionie, z otwartymi rękoma. Tak tego pragnęła, że zrobiła krok do przodu,
wyciągając dłonie... Och, chwilę tę tyle już razy przeżyła w marzeniach...
Tymczasem jeśli nawet w oczach Paula pojawiły się jakieś ogniki,
natychmiast zgasły; jego wzrok ześlizgnął się z niej obojętnie, jakby była obcą
osobą. Człowiek, który nauczył ją żyć, teraz uczył ją umierać. I tak to odczuła:
komórki jej ciała zamierające, kamieniejące jedna po drugiej. Chociaż widziała
wszystko jak przez mgłę, dostrzegła jeszcze, jak jego ręka oplata w pasie Sheenę i
przyciąga do siebie, a usta przywierają do włosów rywalki.
Przecież ten pocałunek był przeznaczony dla niej, a nie dla jakiejś Sheeny.
Poczuła się zdradzona, obrabowana i upokorzona. Więcej, poczuła się naga. Paul
obdarł ją z resztek dumy, która broniła ją przed srogością świata.
Po jakimś czasie ze zdziwieniem odkryła, że idzie i że trwa to już jakiś
czas. Nie wiedziała, dokąd zmierza i po co, czuła jednak przemożne pragnienie,
by jak najbardziej oddalić się od owej dziewczyny, którą ongiś była, a którą Paul
wzgardził. Marzyła o tym, by znowu zmienić się w obojętny automat, jakim udało
jej stać się na kilka niedawnych dni. Być żywą, czującą kobietą: to tak bolało.
Szła do chwili, gdy nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Rozglądając się za
taksówką spostrzegła, że nie udało się do końca zabić uczuć: odczuwała teraz do
Paula Deverilla nienawiść równie gorącą, jak kiedyś miłość.
ROZDZIAA JEDENASTY
Briona chciała teraz od życia tylko dwóch rzeczy: urodzić dziecko i
zachować w sobie nienawiść do Paula Deverilla. Dziecko było przyszłością,
nienawiść  maską, pod którą skryła się miłość. Koncentrując się na tych dwóch
uczuciach, potrafiła przetrwać następne dni, choć wydawała się sobie żywym
trupem.
W hotelu przeszła teraz do restauracji; w czarnej sukieneczce, białym
fartuszku i białej opasce obsługiwała stoliki. Dwa tygodnie  od frontu ,
usłyszała, potem dwa tygodnie w kuchni i dalej do następnych działów.
Kierownicy wszystkich szczebli, aż po najwyższe, musieli bezpośrednio
posmakować wszystkich prac hotelowych.
Briona posłusznie poddała się tym rygorom, choć dobrze wiedziała, że nie
przejdzie całego kursu. Była wprawdzie ciągle szczupła i wiotka, ale niedługo
brzuch zacznie się wyraznie zaokrąglać; ciąża trwała już trzy i pół miesiąca.
Z wolna zaczęło się w niej formować pewne postanowienie. Nigdzie
wprawdzie nie miała swojego domu, ale duszą należała do wsi. Tęskniła coraz
bardziej do zielonych pól, nieba nie przesłoniętego dachami i świeżego wiatru.
Marzyła o miejscu pełnym purpurowych i żółtych bratków, tak jak tam, w Paryżu,
gdzie opowiadała Paulowi o wyśnionym ogrodzie.
Bez specjalnych nadziei odpowiedziała na ogłoszenie znalezione w
gazecie: potrzebna była uczciwa osoba, która starannie zaopiekowałaby się
domem w Norfolk podczas rocznej nieobecności właściciela. Gdyby się udało,
byłoby to idealne miejsce na urodzenie dziecka.
Starała się o nim myśleć jako tylko jej własnym. Skoro Paul nie chciał jej,
to tym bardziej nie mógł chcieć niemowlaka, który tylko odciągałby go od życia
pełnego wydarzeń i emocji. Rozumiała teraz, że wykorzystywał swój czar i urodę,
aby uzyskiwać to, czego pragnął, obojętne, jak bardzo mogliby ucierpieć na tym
inni. W swoim sobkostwie był właściwie niewinny jak dziecko i jak dziecko
otaczany miłością. Inni musieli dojrzewać i brać na siebie odpowiedzialność, ale
nie Paul i jemu podobni: oni szli przez życie rozdokazywani i rozpieszczani.
Podczas dni pełnych zgryzoty pewnym pocieszeniem stała się dla Briony
świadomość, iż Sheena wcale nie była tak sprytna, jak jej się wydawało. Ciągle
była przeświadczona, że Paula można schwytać i zagarnąć na własność. Briona
wierzyła jednak święcie, że przynajmniej przez krótką chwilę Paul ją naprawdę
kochał, a skoro i to nie wystarczyło, jakież szanse miała Sheena?
We wtorek, dwa tygodnie po owym nieszczęsnym wypadzie na Fleet
Street, otrzymała odpowiedz z Norfolk. Właściciel chciał się z nią spotkać
podczas swej krótkiej wizyty w Londynie. Briona zadzwoniła pod wskazany
numer i ustalili termin i miejsce spotkania.
W obawie przed rozczarowaniem usiłowała wprawdzie ostudzić nadzieję,
niemniej wbiegła do restauracji pogodna i radosna, jak nie zdarzało się jej od
wielu już dni. Przyjmowała zamówienia, podawała potrawy i sprzątała po
gościach, ale myślami była już w Norfolk, gdzie pieliła ogródek i
przygotowywała wyprawkę dla dziecka. Miała nadzieję, że zorientowawszy się w
jej stanie, kierownictwo nie będzie robiło trudności z natychmiastowym
rozwiązaniem umowy. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mexxo.keep.pl